Święta, po świętach i znów przed ... PDF Drukuj Email

No to śniegi powoli topnieją. Dzień wydłuża się - odczuwamy to zwłaszcza w pogodny dzień.
Czas kolęd i karnawału minął.

Mama moja pochodzi z kresów i opowiadała o tym, jak w czasie bożonarodzeniowym w kościele śpiewało się „nie ma tronu, ni berła ni dzieży....".
Tak, tak, małemu Jezuskowi w żłobie leżącemu tylko dzieży do wyrabiania ciasta brakowało...
A z kolei mały znajomy Adaś wyśpiewywał: „..Jezu malusieńki, leży obok stajenki”
Czekamy na Święta Wielkanocne. I tu znów ciśnie mi się wspomnienie mojej Mamy, która - jak mówiła - o mało nie pękła ze śmiechu, jak w kozielskim kościele gość stojący obok wyśpiewywał "..wstał Pan Chrystus z martwych cudów..."- Ludzie ! Toż to nowe zjawisko te martwe cuda!!
Wszystko ok., ale święta importowane z Ameryki są dla mnie / to moja subiektywna ocena/ nie do przyjęcia.
Dlaczego mają nasze dzieci żebraczo, w ponury i ciemny hallowenowy wieczór, chodzić
od domu do domu i prosić o słodycze ?
A ty, obywatelu, masz dokonać hurtowego zakupu słodkości i latać do drzwi, bo tabuny dzieciaków falami napływają pod nie, i dzwonią.
Jak postawisz się okoniem i nie otworzysz drzwi, to w najlepszym wypadku wysmarują ci klamki pastą do zębów lub zawieszą strzęp papieru toaletowego na niej. Średnią karą jest obrzucenie domu jajkami (halo, właściciele posesji !) a jak masz pecha i ostro podpadniesz to wcisną ci w dziurkę od klucza klej, momentalnie sklejający wszystko, i na zawsze...
Fajne święto, co ?
Tak zdarza się w mieście, w którym mieszkam ponad 20 lat.
Taką samą miłością darzę importowane Walentynki - święto przynoszące dochody wytwórcom wszelkiego badziewia - typu serduszko na patyku.
Media z wszechogarniającymi nas reklamami wciskają nam w podświadomość, ważność i znaczenie tego obcego nam dnia , a poczekajmy jeszcze kilka lat, to nietaktem wręcz będzie nie obdarowanie bliskich symbolicznym gadżetem w kolorze czerwonym.
A gdzie Dzień Św. Patryka fetowany w Irlandii ? Albo Nowy Rok Chiński? A gdzie koniec RAMADANU i wielkie obżarstwo, na które zaprasza się wszystkich i obdarowuje jedzeniem?
Znów będzie okazja do przedłużania weekendów w nieskończoność.
Zapominamy o naszych słowiańskich obyczajach, które jakoś nie mogą się przebić i zyskać szeroką aprobatę i szeroki oddźwięk w naszym społeczeństwie. Choć prawie wszyscy mamy słowiańskie korzenie!
Topienie Marzanny - jakoś nie zbierają się tłumy ludzi pragnących wypędzić zimę, tylko młodzież szkolna idzie topić kukły. A mogła by to być pierwsza wiosenna wyprawa na łono natury..
Dlaczego kwiaciarnie i floryści nie sprzedają wianuszków prostych, z pospolitych roślin ,które w noc świętojańską puszczalibyśmy na wodę ?
Czyż nie było by to barwne widowisko, w którym mogliby uczestniczyć wszyscy mieszkańcy? Barwny festyn - a koszt uplecienia wianka , choćby z chwastów -niewielki.
Ale tu media milczą. Można tylko zacytować poetę: -"..cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie co posiadacie..".

LIDUSZ

 

Reklama